Czarne Kuźnie




Laicy zwykli uważać, iż potęga Krumshu zbudowana jest na żelazie. Stwierdzenie niby słuszne, lecz bardzo nieprecyzyjne, jeśli zauważyć, że ruda żelaza sama w sobie nie stanowi wielkiego bogactwa. Wytopiona z niej broń jest pośledniej jakości, a do celów konstrukcyjnych niemal się nie nadaje. Prawdziwą potęgę militarną i technologiczną można budować na stali, lecz do jej wytworzenia niezbędny jest jeszcze jeden niepozorny składnik – węgiel. Krumshowi się udało – posiada ogromne złoża obydwu, a żywym tego dowodem są Czarne Kuźnie.

Wzmianki o Kuźniach pojawiają się w najstarszych orkijskich kronikach i można śmiało założyć, iż istniały od czasu, kiedy pierwszy ork nauczył się kowalskiego rzemiosła. Bliskość Żelaznego Kanionu z jednej strony zawsze zapewniała świetny dostęp do surowców, z drugiej mogłaby być utrudnieniem w codziennym życiu. Dlatego zapewne Kuźnie powstały właśnie tutaj - nie za blisko kanionu, lecz też niezbyt daleko.

Miasto zawsze słynęło ze świetnych kowali, a zaczęło się gwałtownie rozrastać, kiedy nieśmiałe, prymitywne odkrywki w okolicach Żelaznego Kanionu zamieniły się w regularną eksploatację na wielką skalę. Z czasem prywatne kuźnie przekształciły się w duże wyspecjalizowane warsztaty, a w okolicy jak grzyby po deszczu wyrosły huty, które pochłaniały ciągnące się w nieskończoność transporty rud i produkowały stal o najrozmaitszych właściwościach. Wkrótce powietrze wypełniły pyły i gazy wydychane przez spalające codziennie tony węgla piece. Właśnie w tym okresie Kuźnie zyskały miano Czarnych. Nastąpił także gwałtowny rozwój infrastruktury. Powstały faktorie handlowe i dyspozytornie. Bite gościńce łączące miasto z Dramak, Żelaznym Czerepem i zamkniętą strefą Ult Ashman wypełniły się karawanami eskortowanymi przeważnie przez armię.

Obecnie miasto tętni życiem jak nigdy dotąd. Za dnia wygląda jak mrowisko - w ciągłym ruchu i pośpiechu, a zarazem niemal idealnym ładzie. Pracują wszyscy, bo rabusie, żebracy i bumelanci nie mają tu czego szukać. Bogacze natomiast, którzy mogą sobie na lenistwo pozwolić, nie mają ochoty znosić niedogodności tutejszego klimatu, do którego wątpliwych uroków należą między innymi kwaśne deszcze.

Oczywiście jak przystało na uczciwie pracujących orków, mieszkańcy Czarnych Kuźni po fajrancie lubią się zabawić, a że pięści mają niejednokrotnie znacznie szybsze niż umysły, to karczemne burdy do rzadkości nie należą. Wieczorne zatargi idą jednak w niepamięć wraz z kolejnym świtaniem, kiedy znów trzeba zabrać się do roboty.