Goblis




Jeśli korci Was, by zapytać orka o Goblis, lepiej trzymajcie język za zębami. Pogardliwe splunięcie to najłagodniejsza reakcja, jakiej można się spodziewać. Osada ta bowiem, mimo iż formalnie leży w granicach Krumshu, ma z imperium tyle wspólnego, co niektóre z miast odległego Bazzathu. Przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka.

Ludność Goblis niemal w całości stanowią mniejsi kuzyni orkowego rodu. Zaliczają się do nich hobgobliny i gobliny, których przedstawiciele byli na przestrzeni dziejów traktowani przez orków właściwych kolejno jako: dobre źródło białka zwierzęcego, dobre zwierzęta pociągowe, dobre mięcho armatnie, dobra tania siła robocza i dobre podnóżki. Nic więc dziwnego, iż sama idea istnienia miasta rządzonego "przez gobliny, dla goblinów" wywołuje w Krumshu do tej pory żywe oburzenie.

Gobliny słyną ze swojego antytalentu architektonicznego, a w Goblis wzbiły się one na wyżyny swoich możliwości. Niewątpliwie ułatwił to fakt, iż głównym materiałem dostępnym w okolicy (tutejsi mieszkańcy do tej pory niespecjalnie pojęli ideę sprowadzania surowców z dalszych rejonów) jest glina. Dość powiedzieć, że kiedy podczas ulewnych deszczów bądź roztopów szerokie strumienie wody spływają z Szarych Grani na miasto "przemyślnie" wzniesione w niewielkiej niecce, powstają tony grząskiego błota. Ktoś zażartował kiedyś, iż Goblis można by zdobyć polewając jego mury (miasto je posiada, a jakże!) odpowiednią ilością wody... całe Krumsh uznaje ten dowcip jako wyjątkowo trafiony. Wydawałoby się, że w takiej sytuacji okolice tego "goblińskiego cudu" powinny dać się zagospodarować jakimiś uprawami. Niestety antytalenta rolnicze goblinów przyćmiewają wszystkie inne. Stąd cała okolica obfituje jedynie w dwa rodzaje upraw: ziemniaki i kartofle.

Z powyższego opisu dosyć jasno wynika, iż odwiedzanie tego miejsca byłoby czystą głupotą... chyba że ktoś byłby zainteresowany specyficznym rodzajem usług jakie mogą miejscowi zaoferować. Wierzcie lub nie, ale jeśli potrzebujecie za rozsądną cenę wynająć zdolnego doliniarza, zdeterminowanego skrytobójcę, szczwanego przemytnika czy włamywacza do zadań specjalnych, to nie mogliście lepiej trafić.... oczywiście, jeśli sami dopilnujecie tego, by nie stać się celem. A przyznać trzeba, że żaden kupiec, karawana czy podróżny w promieniu kilkunastu ryw od Goblis nie jest do końca bezpieczny.

W tym miejscu rodzi się pytanie: dlaczego potężne imperium Krumshu pozwala na istnienie takiego wrzodu na swym łonie? W końcu zrównanie tego kramu z ziemią byłoby prostsze niż odebranie zabawki niziolskiemu niemowlęciu. Najwyraźniej thanat ma jakiś interes w jego istnieniu. Niektórzy powiadają, że orkowie, mimo całej swojej niechęci do mniejszych kuzynów, potrzebują czasem jakiegoś hobgoblina do bardzo mokrej roboty. Ostatnimi czasy pojawiły się też plotki, iż Than w bardziej przemyślny sposób wykorzystuje Goblis. Mianowicie, podsyła słabo obstawione karawany z nadwyżkami produkcyjnymi w okolice miasta, gdzie są one rabowane przez gobliny. Następnie goblińscy przemytnicy przerzucają towary do Lotharis, gdzie zalewają one miejscowy rynek, często doprowadzając do ruiny lothariańskich rzemieślników nie mogących sprostać konkurencji cenowej. Dziwnym zbiegiem okoliczności, osoby zbyt często i zbyt głośno takie plotki rozpowiadające ulegają zupełnie nieprawdopodobnym wypadkom... najczęściej śmiertelnym.