Khan




Khan. Niewielu można znaleźć potomków faonów, którym to mocne, orkijskie słowo byłoby obce. Nie od dziś wiadomo, że Imperium Krumshu trzęsie całym współczesnym Seavranem. Khan jest właśnie sercem tego imperium, które choć czasem krwawi i nie trzyma rytmu, to w kluczowych chwilach uderza bardzo mocno.

Stolica imperium, położona jest niemal u południowego podnóża Gór Krętych. Wedle legendy, pierwszą budowlą wzniesioną w tym miejscu wieki temu był nieistniejący już zamek pierwszego z Thanów, Ghundoga zwanego Mocnym. Zjednoczył on orkijskie osady z Płaskowyżu Ther-Harod oraz część górskich plemion orków, aby przeciwstawić się wielkiemu najazdowi nieumarłych z Is`Mort. Jedyną pozostałością po pradawnej warowni są szczątki jej murów. Jednak nie każdemu dane jest po prostu je sobie obejrzeć... ale o tym za chwilę.

Struktura metropolii, niemal od podstaw zbudowanej wedle planu władców Krumshu, doskonale odzwierciedla hierarchię panującą w imperium. W samym centrum miasta, rozłożone na pięciu wzgórzach (z ruinami twierdzy Ghundoga na jednym z nich) wybijających się stromymi zboczami z krajobrazu płaskowyżu, leży Zakazane Miasto "“ prywatna dziedzina wielkiego Thana, którą imperialni architekci rok po roku zamieniają w kawałek raju na ziemi. Wewnątrz wszystko, włącznie z zamieszkałymi tu orkami, jest idealne i istnieje tylko po to, aby zadowalać władcę Krumshu. Przedstawiciele innych ras są tu wpuszczani niezwykle rzadko, tylko w wyjątkowych sytuacjach i na osobisty rozkaz imperatora... a nawet jeśli, to przeważnie nie dane jest im wrócić na zewnątrz, aby podzielić się wrażeniami. W zasadzie jedynymi osobami mogącymi swobodnie opuszczać to miejsce są sam Than i jego najbliższa rodzina (choć z tym różnie bywało na przestrzeni dziejów). Każdy urodzony w granicach miasta musi służyć swojemu panu albo zginać... ginie również każde niedorozwinięte dziecko, czy przewlekle chory sługa. Każdy przyjęty na służbę w najbliższym otoczeniu Thana musi poświęcić się jej do końca życia. Zasady są surowe i bardzo pilnie przestrzegane, jednak chętnych na służbę i tak nie brakuje - mało kto nie chciałby spędzić reszty swojego życia w rajskim ogrodzie, nawet w roli lokaja czy nałożnicy. A "rajski ogród" to naprawdę niewystarczające określenie. Takie przynajmniej krążą plotki.

Drugi - licząc od wewnątrz - krąg Khan jest równie niedostępny dla zwykłych obywateli. Mieszczą się tutaj potężne koszary Stalowej Gwardii - osobistej machiny zbrojnej Thana, rekrutowanej spośród elit militarnych Krumshu. Stacjonuje tutaj między innymi słynny I Pułk Pancerny, złożony ze szkolonych w najtrudniejszych warunkach ogrów. Jest to jednostka, która, posyłana w zapalne miejsca wielu frontów, potrafiła zmieniać losy całych kampanii wojennych. Oczywiście warunków w jakich żyją żołnierze Stalowej Gwardii pozazdrościć może im każdy inny wojak w Seavranie, znajduje się tu bowiem wszystko, czego im potrzeba do wygodnego życia. Generałowie i wyżsi rangą oficerowie mają tu swoje prywatne posiadłości, ale i zwykłym szeregowcom (ba, każda armia pragnęłaby mieć w swoich szeregach takich "zwykłych szeregowców"!) nigdy nie brak jadła, trunków czy kobiet. Oczywiście poza godzinami służby.

Kolejny, trzeci krąg jest już bardziej na świat otwarty, choć włóczęgostwo czy żebractwo nie jest tutaj wskazaną rozrywką, chyba że ktoś pragnie gnić przez najbliższe miesiące w lochach garnizonu straży miejskiej. W tym kręgu bowiem mieści się wszystko to, co potrzebne do sprawnego funkcjonowania miasta jako całości. Swoją siedzibę ma tu namiestnik Khana oraz pozostali wysocy urzędnicy miejscy. Większość bogatych gildii kupieckich właśnie tutaj lokuje swoje filie. Znajduje się tu również dzielnica willowa zamieszkana przez najzamożniejszych khańczyków oraz warsztaty najlepszych rzemieślników, droższe lokale i gospody, a także liczne łaźnie. Ciekawostką jest fakt, iż trzy wewnętrzne kręgi objęte są siecią wodociągów, której stworzenie było możliwe dzięki występowaniu w rejonie ciepłych podziemnych źródeł i gejzerów. Jednak chyba najważniejszą, a zarazem najbardziej charakterystyczną budowlą Trzeciego Kręgu jest, będąca miejscem mniej lub bardziej sportowej rywalizacji, potężna arena walk oraz plac egzekucyjny w jednym.

Najbardziej zewnętrznego muru miasta, który okala Czwarty Krąg nie można zaliczyć do cudów techniki. W zasadzie większość miejscowych nazywa go pogardliwie Ścianą. Jednak jego roli nie powinno się bagatelizować. Czwarty Krąg zawiera bowiem wszystko to, bez czego potężne miasto obyć się nie może, a pokazywać niespecjalnie mu się wypada. Chodzi tu o wszelkiej maści manufaktury, zakłady rzemieślnicze, sklepy oraz kilka dzielnic dla mieszkańców tzw. średniej klasy. Ich głównym zadaniem jest przetworzyć dobra przybywające do stolicy tak, aby były z chęcią konsumowane przez obywateli mieszkających bliżej wnętrza metropolii. Można tu także znaleźć kilka tawern, karczm i zamtuzów, chętnie odwiedzanych zarówno przez miejscowych jak i przyjezdnych. W końcu przecież nie tylko najbogatsi muszą zaspakajać swoje potrzeby.

Nie jest to jednak koniec, o nie! Potężne miasto już dawno temu wylało się poza granice zewnętrznych murów i nadal zagarnia kolejne tereny. Jednak przeżyć tutaj, poza Ścianą, na tzw. Ropniach nie jest rzeczą łatwą. Tutaj strażnicy miejscy (zwani przez mieszkańców Ropni "kapo") nie docierają w zasadzie nigdy, w powietrzu unosi się niemal wszechobecny smród (czego? takich pytań lepiej sobie nie zadawać!), a ciał porzuconych w ciemnych zaułkach przybywa każdego wieczora. Jedynymi wyrwami w tym ropiejącym ciele wydają się być dwie nitki porządnie utrzymanego i regularnie patrolowanego gościńca wychodzące z miasta w kierunkach wschodnim i zachodnim. Opuszczanie tego traktu przed dotarciem do murów miasta, szczególnie po zmroku, graniczy z szaleństwem. Ale mimo całej swojej obrzydliwości Ropnie stanowią swoisty magnes dla biedoty z całego Krumshu, a także spoza jego granic, upatrującej w stołecznej rzeczywistości swojej szansy. Większość z nich, kierując się starym orkijskim powiedzeniem, przedkłada ochłapy z suto zastawionego stołu, jakim jest bogate imperialne miasto, nad przaśne żarcie prowincji. Jednak po miesiącu spędzonym na Ropniach tylko garstce z nich nadal te ochłapy smakują.