Oaza Fullah




Mała osada położona w centralnej części Pustyni Cieni. Niewielkie źródło czyni życie tutaj tylko odrobinę znośniejszym. Dla kilkuset miejscowych Sidanów każdy nowy dzień jest kolejną rundą wielkiego pojedynku na śmierć i życie, który od zawsze toczą z piaskiem, słońcem i elfami. Żyją głównie dzięki polowaniom i łupieżczym wyprawom na obrzeża lasów Ta-Quenda'lun, co jest niemalże elementem miejscowej kultury.
Oaza jest ważnym przystankiem dla licznych karawan transportujących towary z Krumshu do Telim al Syllah. Pomimo sporych możliwości zarobku, Sidanowie niechętnie rozstają się z wodą, gdyż żadna ilość złota nie zaspokoi pragnienia... Jednakże, od czasu gdy osada znajduje się pod wpływem Krumshu, są zobowiązani do dostarczania każdej karawanie określonej ilości wody...
Orkowie trzymają w osadzie niewielki, aczkolwiek znakomicie wyszkolony garnizon. Jego dowódca zdaje sobie jednak sprawę, że ich życie wisi na włosku, dlatego często występuje w roli mediatora łagodzącego spory pomiędzy miejscową starszyzną, a kierownikami karawan.
W ostatnim czasie Krumsh coraz bardziej naciska na Oazę Fullah. Najpierw wymogli na Sidanach sprawę dostarczania wody dla karawan. Obecnie starają się wcielić miejscowych wojowników do swojej armii, tak by brali oni udział w planowanych większych operacjach wojskowych przeciwko Elfom. Jak dotąd zabiegi te pozostają nieskuteczne. Sidanowie walczą, gdyż ich życie jest walką. Żyją na swój sposób i walczą również na swój sposób. Krumsh musi uważać, by nie przeciągnąć struny, gdyż w rejonie całej Pustyni Cieni wielu jest niezadowolonych z wpływów orków...

Dowódca zmiany załogi garnizonu w Oazie Fullah, Graham Kim Uruk, w rozmowie ze swymi podkomendnymi.
Ha panienki! Pytacie skąd u każdego dzikusa z Fullah te dwie wielkie blizny na piersiach? Macie szczęście, bo jestem jednym z nielicznych, który to widział na własne oczy i nie stracił ani ich, ani języka, by móc o tym opowiedzieć. Polejcie piwa, siadajcie i zawrzyjcie gęby, to wam wyjaśnię co i jak z tymi bliznami. Może ta historia da waszej wydelikaconej bandzie trochę pojęcia o tym, jak zawzięte i groźne są to bestie, te Sidany z Fullah.
Każdy młody kiciuś wchodzący w wiek dorosłości musi przez to przejść. Nie ma, że syn wodza, albo że ma wąsy za krótkie! W dniu czternastych urodzin wpadają do namiotu takiego podrostka, biorą go za wszarz i wloką między jakieś dwie palmy. Wbijają dwa solidne haki między żebra i podwieszają. I wisi tak w tym piekielnym skwarze dopóki nie ścieknie z niego kwaterka tej plugawej, czarnej krwi...
Co tak patrzycie jakbym się z waszą matką zabawiał? To dopiero początek! Teraz zaczyna się najlepsze. Tak więc, jeśli się nie przekręci , to odcinają go, dają w łapę nóż i każą pędzić tam gdzie wschodzi słońce, do lasów Ta-Quenda Lun. Stamtąd ma porwać jakiegoś Elfa i przyprowadzić z powrotem do Oazy. Żeby było śmieszniej, Elf ma być żywy i zdolny do walki. Jeśli po drodze zemrze, złamie nogę, straci oko, czy nadwyręży sobie kuśkę, to młody Sidan nie ma wyjścia, musi wracać do lasu i próbować schwytać kolejnego.
W Oazie Elf dostaje nóż i walczy z młodym o życie... Jeśli da radę zakłóć Sidana, to może pójść wolno. Ba! Odprowadzą go nawet na skraj lasu. Natomiast jeśli nasz młody kotek wygra, to zżera wątrobę pokonanego i zostaje oficjalnie uznany za prawdziwego sidańskiego mężczyznę...
I tak to się tam odbywa od pokoleń, a każde następne jest silniejsze i twardsze... Przeto jak już będziemy na miejscu, to trzymać mordy zamknięte na kłódkę i nie wdawać się w żadne sprzeczki, bo z nimi nie ma żartów, a ja za was tyłka nie będę nadstawiał.