Zatoka al Saleyiah




Ogromny obszar wodny zamykany od zachodu i wschodu odpowiednio przez półwyspy: Sylah i Quallyrin. Jeszcze kilka lat temu żaden statek handlowy nie mógł czuć się bezpiecznie na tych płytkich i zdradliwych wodach. Niezwykle intratny piracki proceder sprawił, że stolica handlowa tej części świata - miasto Telim al Sylah - niemal zupełnie podupadła. W końcu postanowiono działać... Władający nim Szach wydał bajońską sumę, jednak przekupił samego Kashuta Shak Ara - najbardziej okrutnego pirata, który jak żaden inny dał się we znaki kupcom... Pozostawiono mu całkowitą swobodę działania. Pierwsze co zrobił, to zreformował flotę miasta: trzynaście potężnych wojennych trójpokładowców, które wśród pływających na szybkich i lekkich statkach rozbójnikach morskich budziły tylko salwy śmiechu, zastąpił trzydziestoma niewielkimi, ale diablo szybkimi brygami. Jeśli dodać do tego jeszcze wiedzę o rzemiośle, które do niedawna uprawiał, otrzymamy obraz tego co działo się na wodach zatoki przez ostatnie trzy lata... Piractwo zostało wytępione. Cena była wysoka, jednak zyski z budzącego się do życia handlu przewyższyły ją nastokrotnie... Ostatni piraci, najlepsi z najlepszych, skryli się na przeklętej wyspie Ilumii, jednak skala ich działalności jest już niemal niezauważalna.


Zeznanie sternika "Morskiego Szponu", jedynego ocalałego, tuż przed jego śmiercią.
'...myślałem, że to bajania starych degeneratów, którym rum już zupełnie mózgi poprzeżerał... Nie wierzyłem w te dzikie opowieści o "Zemście elfich dzieci"... Powiadam, nie wierzyłem, bo jak można wierzyć w coś takiego?! Zatopili kiedyś taką galerę, to prawda... Transportowała niewolników do seraju Szacha, ale do stu piorunów, przecież historyjkami o statkach widmo to tylko młodych majtków można straszyć! Nie wierzyłem, nikt nie wierzył, ale przecież widzieliśmy tę łódź... Płynęła prosto na nas... Jak do stu diabłów była nas w stanie dogonić, to wiedzą chyba tylko w samym piekle... Manewrowałem jak się dało, ale równie dobrze mogłem odrąbać ster! Wbili się w naszą prawą burtę kamiennym taranem... Prawie na pół naszą ślicznotkę przerżnęli! Wtedy z pokładu tamtego statku zeskoczyły te małe diabelstwa. Tfu! Ile tego było! A jakie szybkie! Wystarczyło mrugnąć, a już byłeś bez głowy... Zimne dłonie miały... Zimne oddechy... Para buchała z ich małych, wykrzywionych w przerażeniu usteczek... Przerażone, ale cięły wściekle... to była rzeź... Obskoczyły mnie i zaczęły gryźć... Wpadłem do wody. Ustąpiły... Na litość! Cyruliku, dajże no spokój! Przecież widzę, że z tego nie wyjdę! Daj rumu i zabieraj te szmaty!!!